Zapewne wielu z Was kojarzy powieść ,,Metro 2033" autorstwa rosyjskiego pisarza, Dmitrija Głuchowskiego, która opowiada historię ludzkości ściśniętej w tunelach olbrzymiego, moskiewskiego systemu kolei podziemnej. Głęboko pod powierzchnią zniszczonego wojną nuklearną świata główny bohater przemierza kilometry spowitych mrokiem tuneli, które w normalnych warunkach stanowiły jeden z kluczowych środków transportu dla Moskwian, a w realiach książki spełniły swoją drugorzędną rolę i posłużyły za schron przeciwatomowy dla tysięcy osób. Blisko
220 km długości wszystkich linii i niespełna
170 stacji (dane wahają się w różnych źródłach) to liczby, które robią wrażenie, a mowa jedynie o publicznej/cywilnej części tego systemu komunikacji, bowiem równolegle do niego biegnie drugi, prawdopodobnie jedyny na świecie i przeznaczony wyłącznie dla przedstawicieli aparatu władzy. Jednak czy istnienie tak rozległego metra, którego najgłębsza stacja położona jest aż
84 metry pod ziemią, Rosjanie mogą zawdzięczać wyłącznie sobie? Istnieje co najmniej teoria, że nie. Zarówno moskiewskie metro, jak i inne podziemne obiekty na całym świecie (chociażby
kompleks NORAD w stanie Colorado w USA), miałyby posiadać pewną wspólną cechę - historię rozpoczynającą się w momencie, w którym nastąpił upadek III Rzeszy.
 |
| Korytarz w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, czyli ogromnym podziemnym systemie fortyfikacyjnym. |