Ponura, nieco mroczna i ukryta między kościołem a zabudową mieszkalną willa od lat jest milczącym strażnikiem ponad stuletniej historii, która dla wielu mijających ją osób nadal pozostaje zagadką. Ten architektoniczny klejnot położony jest niemal w centrum Szczecina i, mimo że wielokrotnie przechodził z rąk do rąk prywatnych inwestorów, przez dwie minione dekady nie doczekał się przywrócenia dawnej świetności. Jedni widzą w nim obiekt o ogromnej wartości historycznej, inni starą ruderę jakich wiele oraz prawdopodobny punkt schadzek ćpunów i podobnych elementów. Dla mnie ten budynek to przede wszystkim przygnębiająca wizualizacja tego, co może stać się nawet z najpiękniejszą konstrukcją, którą porzuca człowiek, a przygarnia czas.
![]() |
| Tak prezentuje się willa od frontu. Bogate zdobienia zachęcają, zabite okna i zamurowane drzwi wprost przeciwnie. |
Działka, na której znajduje się pałacyk, sąsiaduje z dość ruchliwą ulicą, którą każdego dnia przemieszczają się setki, jeśli nie tysiące aut i pieszych. Willa nieśmiało chowa się w głębi podwórka, przykuwając wzrok mijających ją ludzi. Co czeka śmiałków, którzy zdecydują się zlekceważyć znak zakazu i przejść przez niewysokie ogrodzenie z nałożonym po partacku drutem kolczastym? W zależności od oczekiwań będzie to zawód albo fascynacja, bowiem niektórym budynek ten może wydać się zdobionym, pustym w środku pudełkiem.
![]() |
| Jedna z rzeźb, które zdobią boczną ścianę pałacyku. |
Na wstępie w oczy rzucają się porozrzucane tu i ówdzie butelki po różnorakich trunkach, co jednoznacznie potwierdza tezę, jakoby wnętrze willi stanowiło punkt schadzek i miejscówkę do picia będącą poza zasięgiem wzroku stróży prawa. Zarówno w środku, jak i na zewnątrz można trafić na prawdziwą kolekcję alkoholi; nie brakuje tam wszelakich piw, jaboli czy też czegoś wysokoprocentowego albo cenionej wśród niższych grup wiekowych amareny. Podczas jednej z pierwszych wizyt na ostatnim piętrze widziałem również zużytą prezerwatywę, ale to pozostawię bez komentarza. Schody prowadzące do drzwi wejściowych zostały wyburzone, zaś samo przejście zamurowano cegłami (z podobną dbałością co wspomniany drut kolczasty). Wejść przez okna także nie da rady, chyba że ktoś dysponuje odpowiednim sprzętem i odrobiną czasu. Do tej pory jednak nie znalazł się żaden delikwent na tyle głupi, by zabrać się za piłowanie metalu uprzednio nie szukając innego wejścia i nie obchodząc willi naokoło. Takie rozwiązanie działa na korzyść zwiedzającego; boczna ściana pokryta jest naprawdę pięknymi zdobieniami, obok których nie sposób przejść obojętnie.
Na tyłach posesji zainteresowanie wzbudza dodatkowo wysoka, ceglana ściana, zajmująca cały narożnik podwórka. Po informacje na jej temat należy zajrzeć do sieci. Tak też zrobiłem i dowiedziałem się, że w tym miejscu, w czasach gdy willa należała do właściciela pewnego browaru, wzniesiono budynki gospodarcze - stajnię oraz powozownię. To również tutaj nasze eksploracyjne ambicje mogą dostać po pysku jeszcze w przedbiegach, wystarczy bowiem, że losowa staruszka z osiedlowego monitoringu zadzwoni po policję. Jest jeszcze stróż Janusz Wons, lecz on z reguły przymruża oko i wystarczy nie sikać na ścianę, żeby pozwolił nam wejść do środka przez niezbyt zachęcającą, wybitą w cegłach dziurę.
![]() |
| Janusz Wons. Widzi jak szczasz na mur i żłopiesz amarenę. Pilnuj się. |
Po udanej przeprawie przez stertę drewnianych palet i porozrzucanych cegłówek trafiamy do pół-piwniczki, która wita nas prawie całkowitym mrokiem. Nikt jednak nie wybiera się w takie miejsca bez jakiegokolwiek źródła światła, dlatego dzielnie przechodzimy przez korytarz do miejsca, w którym słońce ma już coś do powiedzenia i wdziera się promieniami przez piwniczne okienka. W ciemności można dostrzec kilka ciekawych osobliwości. W kilku miejscach strop podpierają wyglądające świeżo żelazne belki. Bez obaw, wchodząc wyżej nie zawali Wam się grunt pod nogami.
Chyba nie.
Chyba nie.
Nieważne. W jednym z pomieszczeń ostała się na podłodze glazura w postaci czarno-białych, kwadratowych płytek, w innym zarwał się fragment drewnianego sufitu. Piwnica nie oferuje jakichś fenomenalnych atrakcji, dlatego po krótkim rekonesansie warto udać się na parter. Tam jest znacznie ciekawiej.
![]() |
| Tak prezentuje się większość wnętrz. |
Willi tej, jak prawie każdego opuszczonego miejsca, nie oszczędzili "graficiarze", ozdabiający niektóre ściany sentencjami typu "Paulina rozkłada nogi za lajki na instagramie" lub różnymi kreatywnymi obrazkami. Na szczęście szał twórczy ulicznych malarzy nie dopadł każdej możliwej przestrzeni i zwiedzając wnętrza pałacyku można cieszyć oczy wolnymi od farby kawałkami ceglanej ściany. Pomieszczenia na parterze i wyższych kondygnacjach prezentują się jakby "pełniej", choć może to zasługa większej ilości światła. Można tu natrafić na pozostałości różnych drewnianych elementów, w tym drzwi i zdobionych barierek, sporadycznie zdarzają się również resztki mebli, choć niektóre z nich zostały tu pewnie przez kogoś przywleczone. Już tutaj w wielu miejscach brakuje podłóg lub zapadają się stropy; im wyżej wchodzimy, tym bardziej zwiedzanie willi przypomina spacer po polu minowym. Miałem raz taką sytuację, że gdy na ostatnim piętrze rozstawiłem statyw i nakładałem kamerę z zamiarem zrobienia zdjęcia, nie zauważyłem, że pod moimi nogami podłoga pęka i delikatnie sprężynuje przy każdym kroku. Idealne potwierdzenie klauzuli "Urbex to zajęcie ryzykowne i wysoce niebezpieczne".
Ze wszystkiego, co widziałem w środku, najbardziej przypadły mi do gustu okna, w których często ostały się drewniane ramy, oraz łuszcząca się na suficie farba. Oprócz tego wnętrza pałacyku, w przeciwieństwie do jego elewacji, świecą pustkami i łatwiej zatańczyć z hulającym tam wiatrem, niż znaleźć coś ciekawego, co można by było uwiecznić na pamiątkowym zdjęciu. Nie należy się temu dziwić; niestrzeżony obiekt, położony praktycznie na obrzeżach centrum sporego miasta, nie mógł ostać się w dobrym stanie po dwudziestu latach nieużytkowania. Wszystko to sprawia, że zwiedzenie willi od środka zajmuje nie więcej niż 15-20 minut.
Jak wygląda przyszłość pałacyku? Rok temu, podczas nagrywania ujęć do pewnego filmu, spotkałem tam dwóch panów architektów, którzy wykazywali zainteresowanie obiektem. Z krótkiej rozmowy nie dowiedziałem się zbyt wielu rzeczy. "Mamy pewne plany z tym budynkiem" - powtarzali. Wzięli ode mnie dane kontaktowe (posiadałem wówczas zdjęcia z wnętrz, do których nie było dostępu), jednak nie doczekałem się jakiegokolwiek maila. Minął rok, ktoś znów wybił otwór i willa jak popadała w ruinę, tak popada dalej. Czy kiedyś to się zmieni? Mam nadzieję, że tak.
Pełną galerię zdjęć wraz z krótką historią pałacyku możecie obejrzeć pod tym adresem: Martwa strefa na facebook'u




Cos pieknego, szkoda ze tak piekne rzeczy marnuja sie w Polsce. Tylko gdybym mial odpowiednia ilosc pieniedzy, odpowiednio dobranych ludzi.
OdpowiedzUsuń