Kiedy spacerujemy po mieście przeważnie trzymamy się głównych ulic i nie zaglądamy do ciemnych bram ani do ukrytych między kamienicami podwórek. Wiadomo jakie przygody mogą nas spotkać w takich miejscach, zresztą w większości przypadków są one po prostu nieatrakcyjne i bardziej odpychają, niż przyciągają. Okazuje się jednak, że czasami pozory mylą, a potwierdzające regułę wyjątki mogą skrywać w sobie prawdziwe urbexowe rarytasy.
Budynku, któremu poświęcę ten wpis, nie znalazłbym pewnie jeszcze przez długi czas, gdyby nie dość nietypowa historia i równie nietypowi informatorzy. Jakiś miesiąc temu, przy okazji zwiedzania prosektorium przy ul.Wszystkich Świętych, wraz z kolegą zostaliśmy otoczeni przez niewielką, choć znacznie przewyższającą nas liczebnie grupkę. My w środku, oni na zewnątrz. Przez okna wlatywały kamienie i patyki, do naszych uszu dobiegały niebanalne wyzwiska. Niebanalne jak na... w porywach 12/13-to letnie dzieci. Przez chwilę sami postraszyliśmy je trzaskaniem drzwiami czy skrobaniem nożem o rury - "ON OSTRZY NÓŻŻŻŻŻ!", "JEZUS MARIA UCIEKAJMY". Ostatecznie wyszliśmy im na spotkanie, a oni, ku naszemu zdziwieniu, poprosili nas, żebyśmy poszli z nimi zwiedzić wnętrze. Na zewnątrz zostali tylko ci, którzy wcześniej darli mordę. Chojraki, psia mać.
Po oprowadzeniu zainteresowanych po obu poziomach prosektorium wskazaliśmy im jeszcze wejście do wówczas dostępnej piwnicy. Wtedy, już na pożegnanie, najbardziej rozmowny chłopak powiedział nam, że przy pewnej dobrze znanej mi ulicy znajduje się... opuszczony szpital psychiatryczny. Nie wierzyłem. Że niby tu, w Szczecinie? Gdyby było tu COŚ TAKIEGO, na pewno bym się o tym wiedział. Zresztą... dzieciaki pewnie wlazły do jakiejś piwnicy, wcześniej naoglądały się horrorów na Pulsie i wyolbrzymiają. Mimo wszystko nie byłbym sobą, gdybym tego nie sprawdził. Po powrocie do domu google street view poszło w ruch, a efekty poszukiwań zaskoczyły mnie bardziej, niż mógłbym się tego spodziewać. "Oni nie kłamali. Coś tam jest".
![]() |
| Ceglany moloch od frontu. |
Budynku, któremu poświęcę ten wpis, nie znalazłbym pewnie jeszcze przez długi czas, gdyby nie dość nietypowa historia i równie nietypowi informatorzy. Jakiś miesiąc temu, przy okazji zwiedzania prosektorium przy ul.Wszystkich Świętych, wraz z kolegą zostaliśmy otoczeni przez niewielką, choć znacznie przewyższającą nas liczebnie grupkę. My w środku, oni na zewnątrz. Przez okna wlatywały kamienie i patyki, do naszych uszu dobiegały niebanalne wyzwiska. Niebanalne jak na... w porywach 12/13-to letnie dzieci. Przez chwilę sami postraszyliśmy je trzaskaniem drzwiami czy skrobaniem nożem o rury - "ON OSTRZY NÓŻŻŻŻŻ!", "JEZUS MARIA UCIEKAJMY". Ostatecznie wyszliśmy im na spotkanie, a oni, ku naszemu zdziwieniu, poprosili nas, żebyśmy poszli z nimi zwiedzić wnętrze. Na zewnątrz zostali tylko ci, którzy wcześniej darli mordę. Chojraki, psia mać.
Po oprowadzeniu zainteresowanych po obu poziomach prosektorium wskazaliśmy im jeszcze wejście do wówczas dostępnej piwnicy. Wtedy, już na pożegnanie, najbardziej rozmowny chłopak powiedział nam, że przy pewnej dobrze znanej mi ulicy znajduje się... opuszczony szpital psychiatryczny. Nie wierzyłem. Że niby tu, w Szczecinie? Gdyby było tu COŚ TAKIEGO, na pewno bym się o tym wiedział. Zresztą... dzieciaki pewnie wlazły do jakiejś piwnicy, wcześniej naoglądały się horrorów na Pulsie i wyolbrzymiają. Mimo wszystko nie byłbym sobą, gdybym tego nie sprawdził. Po powrocie do domu google street view poszło w ruch, a efekty poszukiwań zaskoczyły mnie bardziej, niż mógłbym się tego spodziewać. "Oni nie kłamali. Coś tam jest".
![]() |
| Każde piętro straszy pustymi oknami. |
Zrujnowana, ceglana konstrukcja straszy pozbawionymi fragmentów szyb oknami i ziejącym z nich mrokiem, a jednocześnie zachęca rozmiarami i pozorną dostępnością. Nie figuruje na liście z forgotten.pl, nie ma o niej zbyt wielu informacji w sieci, a zwiedzając wnętrza można odczuć na własnej skórze, dlaczego eksplorację miejską uważa się za zajęcie ryzykowne i skrajnie niebezpieczne. Ukryty między zamieszkałymi blokami i kamienicami budynek najzwyczajniej w świecie zawala się.
Z dostaniem się do środka nie było większego problemu; jedno ogrodzenie i dalej już tylko wygodne wejście, bez konieczności wspinania się albo przeciskania przez wąskie szczeliny. W środku dobrze znany chaos, a co za tym idzie - zero przedmiotów wskazujących na dawne przeznaczenie obiektu. Na tyłach podwórko, pod całością rozległe i całkiem ciekawe piwniczki. Zainteresowanie tym budynkiem wzrastało jak apetyt w miarę jedzenia i osiągnęło zenit, kiedy zaczęliśmy piąć się w górę.
![]() |
| Szyb windy. Jeden ze sposobów dostania się na górę. Jacyś chętni? |
![]() |
| Takich dużych sal było kilka. W tej światło zagrało wyjątkowo fotogenicznie. |
![]() |
| Zazwyczaj jestem przeciwny mazaniu po ścianach, ale to z jakiegoś powodu przypadło mi do gustu. |
![]() |
| Taki widok z jednej strony na swój sposób zachwyca, z drugiej wywołuje obawy. |
Na ostatnie piętro (nie uwzględniając poddasza) musiałem się wdrapywać, co nie było czynnością prostą zważywszy na to, z jaką radością cegły, które miały być punktami oparcia dla rąk i stóp, wystrzeliwały ze spójnej, murowanej całości za sprawą jednego dotknięcia. Tam, gdzie trafiłem, ściany były wyraźniej czystsze; graffiti pojawiało się tylko z rzadka i nie przypominało już owocu twórczego szału jakiegoś imbecyla z zaburzeniami koordynacji ruchowej. Obszedłem cały poziom dość dokładnie, przeszedłem przez wątpliwej jakości kładkę z drewna, zajrzałem w różne zakamarki, lecz drogi na ostatni poziom - w tym również na widoczną na pierwszym zdjęciu wieżę - nie znalazłem. Jednak musi istnieć sposób na dostanie się wyżej. Świadczy o tym chociażby fakt, że na początku maja ktoś wdrapał się na szczyt i zawiesił na wieży biało-czerwoną flagę. Albo jestem ślepy i przeoczyłem rozwiązanie, albo umiejętności tej osoby znacznie przewyższały moje, jeśli chodzi o wspinaczkę w takich miejscach.
![]() |
| Święto flagi pełną gębą. |
Z kilku powodów nie chcę podawać lokalizacji tego miejsca. Budynek, choć niewątpliwie ciekawy, pozostaje w fatalnym stanie i nietrudno tam o wypadek podczas zwiedzania. Proszę nie podawać w komentarzach informacji o tym obiekcie, nazw ulic, z którymi sąsiaduje, ani nawet wskazówek dotyczących jego orientacyjnych współrzędnych na mapie.
Pełną galerię zdjęć możecie zobaczyć pod tym adresem: Martwa strefa na facebook'u







Powiedz mi jedno - Częstochowa?
OdpowiedzUsuńprzecież napisał Szczecin
Usuń@up:
OdpowiedzUsuń"najbardziej rozmowny chłopak powiedział nam, że przy pewnej dobrze znanej mi ulicy znajduje się... opuszczony szpital psychiatryczny. Nie wierzyłem. Że niby tu, w Szczecinie?"
tak
mógłbyś podać dokładna lokalizacje??? oczywiście nie publicznie, wszystkoiwiecej123@gmail.com
OdpowiedzUsuń