Zapewne wielu z Was kojarzy powieść ,,Metro 2033" autorstwa rosyjskiego pisarza, Dmitrija Głuchowskiego, która opowiada historię ludzkości ściśniętej w tunelach olbrzymiego, moskiewskiego systemu kolei podziemnej. Głęboko pod powierzchnią zniszczonego wojną nuklearną świata główny bohater przemierza kilometry spowitych mrokiem tuneli, które w normalnych warunkach stanowiły jeden z kluczowych środków transportu dla Moskwian, a w realiach książki spełniły swoją drugorzędną rolę i posłużyły za schron przeciwatomowy dla tysięcy osób. Blisko 220 km długości wszystkich linii i niespełna 170 stacji (dane wahają się w różnych źródłach) to liczby, które robią wrażenie, a mowa jedynie o publicznej/cywilnej części tego systemu komunikacji, bowiem równolegle do niego biegnie drugi, prawdopodobnie jedyny na świecie i przeznaczony wyłącznie dla przedstawicieli aparatu władzy. Jednak czy istnienie tak rozległego metra, którego najgłębsza stacja położona jest aż 84 metry pod ziemią, Rosjanie mogą zawdzięczać wyłącznie sobie? Istnieje co najmniej teoria, że nie. Zarówno moskiewskie metro, jak i inne podziemne obiekty na całym świecie (chociażby kompleks NORAD w stanie Colorado w USA), miałyby posiadać pewną wspólną cechę - historię rozpoczynającą się w momencie, w którym nastąpił upadek III Rzeszy.
![]() |
| Korytarz w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, czyli ogromnym podziemnym systemie fortyfikacyjnym. |
Jest to jedynie teza, jednak obiektywna analiza "podziemnego dorobku" III Rzeszy może nasunąć dowody na to, że Niemcy w dużym stopniu wpłynęli na kształt, architekturę i metody budowy powojennych i współczesnych obiektów badawczych, militarnych czy nawet komunikacyjnych, takich jak np. wspomniany kompleks NORAD albo moskiewskie metro. Wprawdzie tunele i pomieszczenia pod powierzchnią ziemi drążone były niemalże od zawsze, bo już w starożytnym Rzymie powstawały tego typu konstrukcje, jednak chyba nigdy nie realizowano tego na tak ogromną skalę, jak w hitlerowskich Niemczech. Mogłoby się wręcz wydawać, że naziści chcieli zakopać się w całości i sądząc po tempie realizacji tego planu, jakie utrzymywało się w ostatnim roku wojny, istniały bardzo duże szanse na to, by ów projekt został urzeczywistniony. Jedyną poważną barierą był czas.
Geneza
![]() |
| Fortyfikacje Linii Maginota, wizytowane przez Niemców po kapitulacji Francji w 1940 r. |
Początek właściwego rozkwitu budownictwa podziemnego można zaznaczyć na osi czasu w 1934 roku, wtedy bowiem Adolf Hitler objął prezydenturę i stanowisko szefa rządu w Niemczech, a co za tym idzie - na dobre rozpoczęło się lekceważenie postanowień Traktatu Wersalskiego i zbrojenie narodu. Na ten okres, tj. drugą połowę lat trzydziestych XX wieku, przypada pierwsza faza nazistowskiego planu przenoszenia kluczowych gałęzi przemysłu pod ziemię. Jeszcze przed wybuchem wojny, kiedy nie było mowy o zagrożeniu ze strony alianckich bombowców, adaptowano wiele kopalni i dużych, gotowych obiektów do celów przemysłowych. Ideą było ukrycie militaryzacji przed światem zewnętrznym, co udowadnia dodatkowo duży nacisk na kamuflowanie lokalizacji owych miejsc nie tylko przed rozpoznaniem z powietrza, ale przed rozpoznaniem w ogóle. Ze względu na wczesny czas rozpoczęcia prac budowlanych wiele obiektów pod koniec wojny było w pełni wykończonych, choć zdarzały się również takie, które prawie nie wyszły poza fazę planowania (n.p. Eisbär obok miejscowości Kochendorf, który docelowo miał składać się ze 40 hal o długości 1,5 km oraz przekroju 20 x 15m!).
![]() |
| Ruiny nadziemnej części kompleksu w Sieniawce. Do zalanych podziemi nigdy nie udało się wejść. |
W "najgorętszym" punkcie do realizacji planu powołanych było wiele organizacji i osób. Przede wszystkim Ministerstwo Przemysłu Zbrojeniowego III Rzeszy na czele z Albertem Speerem, Główny Urząd Gospodarczy i Administracyjny SS (SS-WVHA) wraz z inspektoratem obozów koncentracyjnych, SS samo w sobie oraz Organizacja Todta. W projekt mocno angażowało się również dowództwo Luftwaffe oraz duże koncerny niemieckie. Na wiosnę 1944 roku, kiedy przenoszenie przemysłu pod ziemię nabrało charakteru dosłownie masowego, Ministerstwo Zbrojeń powołało nowy organ i na jego czele postawiło niejakiego Edmunda Geilenberga, byłego zarządcy produkcji amunicji, który od tamtej pory nosił tytuł ,,Generalnego komisarza do spraw natychmiastowych przedsięwzięć przy ministrze do spraw zbrojeń i produkcji wojennej" (niem."Generalkommisar für die Sofortmassnahmen beim Reichminister für Rüstung und Kriegsproduktion"). W ten sposób powierzono mu przewodnictwo nad budową obiektów podziemnych, wyłączając te o charakterze czysto wojskowym oraz ośrodki, w których miały być prowadzone prace nad nowymi rodzajami broni (również masowego rażenia). Całość logicznie nazwano "Programem Geilenberga", choć nie była to jedyna "struktura", jaką utworzono na potrzeby projektu.
![]() |
| Zdjęcie lotnicze fabryki paliw Hydrierwerke Politz AG, 1944 r. |
Ogólna pozycja Niemców na europejskim niebie również była coraz gorsza. Przeciwnik stawiał na tę kartę jak nigdy wcześniej i przykładał ogromną wagę do lotnictwa, które miało bardzo duży wpływ na przebieg walk i już w 1944 roku stanowiło ogromną siłę uderzeniową. Przewaga sowietów i aliantów zachodnich w powietrzu zmusiła tym razem SS do powołania projektu równoległego do "Programu Geilenberga", tzw. "Programu myśliwskiego" (niem."Das Jägerprogramm"). Jego celem było doprowadzenie do szybkiego przezbrojenia Luftwaffe w odrzutowe myśliwce nowej generacji - Messerschmitty Me 262 oraz Ho 229, oczywiście w oparciu o podziemne fabryki owych maszyn. Tutaj przewodnictwo objął Karl Otto Saur, który wcześniej piastował stanowisko kierującego departamentem techniki w Ministerstwie Zbrojeń i Produkcji Wojennej.
Przenoszenie przemysłu pod ziemię.
W pierwszej kolejności należało zweryfikować różnorodne lokalizacje pod kątem możliwości zaadaptowania ich do danych potrzeb przemysłowych. W efekcie blisko 800 obiektów (według niemieckiego wykazu kryptonimów) przerabiano lub drążono od zera na terenie całej III Rzeszy, wśród których znajdowały się zarówno takie, których powierzchnia robocza nie przekraczała tysięcy metrów kwadratowych, jak i takie, których powierzchnia liczona była w milionach metrów. Wszystkie musiały spełniać podobne wymagania, do których zaliczały się m.in.:
- odpowiednie warunki geologiczne i hydrologiczne
- bliskość infrastruktury komunikacyjnej i możliwość jej doprowadzenia do samego obiektu
- możliwość doprowadzenia instalacji energetycznych, kanalizacyjnych i wodociągowych
- możliwość maskowania prac
![]() |
| Częściowo wykończona hala w podziemnym kompleksie "Riese" w Górach Sowich. |
Niemniej skomplikowane były metody kamuflowania obiektów podziemnych, równie kluczowe jak sama ich budowa. O ile fabryki można było zamknąć pod ziemią, to przeniesienie całej infrastruktury pod powierzchnię było już czymś irracjonalnym i nie było brane pod uwagę jako integralna część projektu drążenia samych fabryk, choć koncepcje podziemnych magistrali kolejowych pojawiały się w wyobraźni Niemców pod koniec wojny i istnieją teorie, że kilka powstało (chociażby "Sondermagistrale B-B"). Niemcy sami wykonywali regularne rozpoznania z powietrza, na podstawie których udoskonalano maskowanie infrastruktury naziemnej. Przykładem takich prac może być wiązanie sznurkami gałęzi drzew nad drogami dojazdowymi lub użycie siatek maskujących do ukrywania portali wjazdowych czy wylotów szybów wentylacyjnych. Te drugie stanowiły dodatkowy problem zimą, kiedy wilgotne i ciepłe powietrze powodowało kondensację pary wodnej, na skutek czego powstawały charakterystyczne plamy białego szronu na drzewach i glebie, które były doskonale widoczne z powietrza. Jednym ze sposobów ukrywania wylotów było budowanie wokół nich czegoś w rodzaju fałszywych budynków, które brały na siebie podejrzaną "emisję ciepła" i stanowiły ewentualną ochronę przed nalotami.
Podziemne fabryki i laboratoria miały również specyficzne, uporządkowane nazewnictwo. Obiektom typowo sztolniowym nadawano kryptonimy m.in. od nazw ryb i zwierząt morskich, np. "Lachs" - łosoś, "Aal" - węgorz. Częściej wykorzystywano jednak nazwy minerałów, jak np. w austriackich kompleksach, np. "Bergkristal" - kryształ górski, "Quartz" - kwarc. Tunele adaptowane do celów produkcyjnych otrzymywały z kolei kryptonimy od nazw ptaków. Wykorzystywano jeszcze nazwy zwierząt lądowych, roślin albo walut, jednak przy ogromnej liczbie obiektów nie przestrzegano tych regulacji z przesadną dbałością.
Przeznaczenie obiektów podziemnych.
Ukryte głęboko pod powierzchnią fabryki posiadały różne profile produkcji, a niektóre z nich nie były nawet ukierunkowane na wytwarzanie czegokolwiek. Zazwyczaj jednak tylko garstka osób znała prawdziwe przeznaczenie danych obiektów, a wszyscy inni, na czele z robotnikami, byli święcie przekonani, że w wydrążonych halach i tunelach odbywają się jakieś mało ważne prace montażowe. W istocie było inaczej.
Pierwszymi "typami" obiektów podziemnych są te, w których zajmowano się szeroko rozumianą produkcją. Była to najliczniejsza grupa fabryk, gdzie najczęściej wytwarzano elementy do odrzutowych myśliwców nowej generacji, łożyska kulkowe i benzynę syntetyczną. Przykładem może być istniejący na terenie naszego kraju kompleks w Lubiążu, dla którego podstawę stanowiły rozległe lochy pod klasztorem Cystersów, które Niemcy przerabiali, a w późniejszych latach dodawali obetonowane hale, budowane metodą odkrywkową i finalnie przysypywane 10-15m warstwą ziemi. Obiekt w Lubiążu miał bardzo duże znaczenie dla Niemców. Z wielu dokumentów, których nie zdążono spalić i po wojnie walały się w klasztorze, wynika, że fabryka ta mogła mieć związek z laboratorium jądrowym w Torgau, które wybudowano pod koniec wojny. Oprócz tego były tam wytwarzane i testowane nowe rodzaje radarów, a ponadto instalowano tam superszybkie wirówki do separacji izotopów oraz badano inne metody ich rozdzielenia. Nie jest wykluczone, że pracowano tam również nad bronią jądrową. Nieliczni świadkowie wspominali o "sterylnych laboratoriach rozdzielonych szklanymi ścianami":
![]() |
| Klasztor Cystersów w Lubiążu. |
"Maria Kliszke była żoną naczelnika poczty. W czasie wojny jemu właśnie powierzono telefonizację fabryki. Żona została szefową kuchni dla więźniów pracujących pod ziemią. Opowiadała, że z innymi pracownicami zwoziły posiłki kilka metrów pod powierzchnię ziemi. Widziała także hale produkcyjne w samym klasztorze. Mężczyzn ubranych w białe kitle pilnowała straż wojskowa."
Bezpośrednio po wojnie w jednym z budynków poklasztornych znaleziono małe ampułki. Ze względu na problemy ze szczurami postanowiono wrzucić po kilka z nich (były nieopisane i bezużyteczne) do dziur, z których wychodziły gryzonie. W krótkim czasie wszystkie zostały wytrute. Mieszkańcy skarżyli się również na nieprzyjemny, drażniący nos i oczy zapach. Możliwe, że we wspomnianych laboratoriach prowadzono prace nad gazami bojowymi.
Drugim "typem" obiektów mogą być schrony depozytowe, w których składowano zrabowane przez Niemców kosztowności i dzieła sztuki. Znajdowały się w wielu miejscach, wiążę się z nimi również historie o "bursztynowej komnacie". Tego typu obiekty także mieściły się w Lubiążu. Zabezpieczano w nich nie tylko skradzione przedmioty o dużej wartości, ale również materiały szczególnie ważne dla III Rzeszy. W takich miejscach zawsze stosowano złożone pułapki. Jedną z nich opisał p. Bronisław Potajewicz:
Drugim "typem" obiektów mogą być schrony depozytowe, w których składowano zrabowane przez Niemców kosztowności i dzieła sztuki. Znajdowały się w wielu miejscach, wiążę się z nimi również historie o "bursztynowej komnacie". Tego typu obiekty także mieściły się w Lubiążu. Zabezpieczano w nich nie tylko skradzione przedmioty o dużej wartości, ale również materiały szczególnie ważne dla III Rzeszy. W takich miejscach zawsze stosowano złożone pułapki. Jedną z nich opisał p. Bronisław Potajewicz:
"[...]Razem z kolegami wszedłem do klasztoru. Po lewej stronie od wejścia znajdowała się okrągła klatka schodowa. Zaczęliśmy nią schodzić. W końcu znaleźliśmy się około siedmiu metrów poniżej poziomu piwnicy. Zobaczyliśmy ogromny tunel, który w tym miejscu się rozgałęział. Tunel był półokrągły, sklepiony, mury zbudowano z czerwonej, bardzo mocnej cegły. Korytarz był tak duży, że normalnie mogłaby nim jeździć ciężarówka. Strzałki na ścianach świadczyły o tym, że ktoś przed nami już odwiedzał to miejsce. Szliśmy z lampami naftowymi około stu, może stu pięćdziesięciu metrów. Nagle ujrzeliśmy coś w rodzaju zapory, przegrodzenia zrobionego z kątowników. Na to założono jeszcze siatkę i zawieszono takie... butelki z żelaza i ciężary. Bałem się, że te butelki to miny i dlatego wróciliśmy. Ale droga za siatką była tak samo szeroka i rozgałęziała się. Na dnie korytarza znajdowały się otwory o średnicy mniej więcej dwóch metrów. Były na wpół zamknięte metalowymi włazami. Na brzegu otworów zobaczyliśmy specjalne uchwyty, może do schodzenia w dół. Kiedy spojrzałem przez dziurę, zobaczyłem drugi taki korytarz. Biegł prostopadle do tego, którym szliśmy[...]"W dalszej kolejności należy wspomnieć o obiektach dowódczych oraz o tych, w których prowadzono prace nad nowymi rodzajami broni. Ten temat jest najciekawszy, a jednocześnie najmniej jasny. Zwolennicy teorii, jakoby niedostępne podziemia skrywały coś poważniejszego, niż pozostałości po produkcji bardziej zaawansowanych technologicznie maszyn i urządzeń, wytaczają wiarygodne i uzasadnione argumenty, jednak z reguły ogranicza się to do zeznań świadków lub domysłów na podstawie szczątkowych dokumentacji. Rzetelne, pełne i prawdziwe informacje Niemcy zdążyli zniszczyć lub ukryć pod powierzchnią razem z tym, czego do dziś nie możemy poznać. Chyba najsłynniejszym takim obiektem podziemnym, w którym miały znaleźć się siedziby Fuhrera i najważniejszych osób w III Rzeszy, jest rejon zamku Książ, powiązany z "Riese", gdzie mogły być prowadzone jedne z najtajniejszych projektów nazistów. W tamtych okolicach miały znajdować się m.in. Dowództwo Wojsk Lądowych, Dowództwo Luftwaffe, Dowództwo Kriegsmarine oraz kwatery Reichsfuhrera SS, Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ministerstwa Propagandy.
Co zaś w kwestii prac nad nowymi rodzajami broni? Temat niemieckiego "Wunderwaffe" to jedna z najpopularniejszych, a jednocześnie najbardziej zagadkowych kwestii, jakie pozostawiła po sobie III Rzesza. Niektórzy uważają, że ową "cudowną bronią" były rakiety A-4/V-2, jednak znane są również teorie o lotach kosmicznych albo atomowej bombie Hitlera. Mieczysław Mołdawa, który w czasie wojny pracował w Kancelarii Technicznej obozu Gross Rosen i miał dostęp do wielu planów, twierdzi, że "Olbrzym" przeznaczony był na badania i produkcję "broni powietrznej" o charakterze strategicznym, powiązanych z bronią masowego rażenia oraz chemiczną.
Podziemny świat.
![]() |
| Kompleks "NORAD" w stanie Colorado. |
Niemieckie techniki były wykorzystywane również w innych miejscach na świecie. Opracowana przez nich metoda tworzenia gigantycznych, pozbawionych podpór hal o kubaturze rzędu dziesiątek tysięcy metrów sześciennych, polegająca na wpuszczaniu w skałę nad stropem długich kotwi rozporowych, przyczyniła się do powstania podziemnego lodowiska nieopodal norweskiej miejscowości Lillehammer, które w warunkach wojny pełniłoby funkcję schronu przeciwatomowego.
![]() |
| "The Beatles"? Nie, to naziści w świecie przedstawionym w grze "Wolfenstein: The New Order". |
Źródła:
[1] Igor Witkowski - "Podziemne królestwo Hitlera"
[2] J.E.Kaufmann, Robert M. Jurga - "Twierdza Europa"
[3] www.metro-stacja.com/moskwa.php








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pomyśl, zanim napiszesz...