wtorek, 30 czerwca 2015

Moria Hitlera - Obiekt "Lachs"

Do tworzenia podziemnej sieci fabryk i zakładów produkcyjnych Niemcy wykorzystywali różnorakie, gotowe obiekty i pomieszczenia. Do nowych potrzeb adaptowano szyby kopalń, jaskinie, sztolnie, magazyny, a nawet zwyczajne piwnice winne. Spośród kilkuset powstałych fabryk zdecydowaną większość stanowiły konstrukcje niewielkie, których kubatura zamykała się w dziesiątkach tysięcy metrów sześciennych. Projekt przenoszenia przemysłu (zwłaszcza lotniczego) III Rzeszy pod ziemię doczekał się jednak prawdziwych gigantów, których ogromne hale łączyły kilometry korytarzy, a całkowita ich powierzchnia często wynosiła kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych, choć plany zawsze zakładały więcej (w jednym przypadku były to miliony metrów kwadratowych). Rejon południowej Turyngii był jednym z najbardziej "aktywnych" w tej dziedzinie. Planowano utworzyć tam aż 41 obiektów podziemnych, z czego w 33 przypadkach rozpoczęto drążenie i nadano kompleksom kryptonimy. Jeden z nich, należący do koncernu "Messerschmitt A.G.", szczególnie zasługuje na uwagę. Przekonajcie się sami co tym razem kryje się pod ziemią.

Docelowy kształt obiektu "Lachs"

1 marca 1944 roku powołano do życia tzw."program myśliwski" (niem."Das Jägerprogramm") w odpowiedzi na astronomiczną produkcję samolotów różnego typu przez Stany Zjednoczone, którego zadaniem było szybkie przezbrojenie Luftwaffe w dużą ilość odrzutowców nowej generacji (m.in. Me-262,He-162 oraz Ho-229) poprzez budowę systemu podziemnych fabryk myśliwców. Plan ten otrzymał bardzo wysoki priorytet i przemysł podziemny posiadł ogromne znaczenie dla III Rzeszy, która w tamtym okresie wyraźnie obrywała na froncie wschodnim, a wojska alianckie już szykowały się do zadania jej ciosu na zachodzie. Dodatkowo nad Niemcami wisiała groźba utraty rumuńskich pól naftowych - ważnego źródła paliwa płynnego - do czego i tak doszło kilka miesięcy później. Odejdźmy jednak od genezy i skupmy się na samej realizacji tego projektu.

Na terytorium Rzeszy drążono wiele obiektów podziemnych, jednak szczególnie dwie fabryki były "oczkiem w głowie" dla pracowników "Jägerstabu". Obie "funkcjonowały" jako własność koncernu "Messerschmitt A.G.", jedna w południowej Turyngii (kryptonim "Lachs"), a druga w Austrii (kryptonim "Bergkristall"). Przedmiotem tego artykułu jest pierwszy obiekt, który powstawał we wsi Grosseutersdorf nieopodal miasta Kahla. Drążono go w długiej, wapiennej górze Walpersberg, gdzie znajdowała się przedwojenna kopalnia sztolniowa, będąca bazą do budowy podziemnego kompleksu.

Plany związane z tym obiektem były mocno wygórowane, a ostatecznie nieosiągalne. Zakładano jego ukończenie w rok, a planowa powierzchnia miała wynosić ok. 150 tyś. metrów kwadratowych (zrealizowano 57%). Produkcję samolotów odrzutowych szacowano na 1250(!) miesięcznie, co stanowiło liczbę równie nierealistyczną, co w przypadku pocisków V-1 oraz V-2. Nie zmienia to jednak faktu, że postęp Niemców w dziedzinie lotnictwa był na wysokim poziomie i Me 262 "Schwalbe" wykonał pierwszy próbny lot już w 1942 roku. Ukończona część systemu składała się głównie z hal montażu końcowego, których szerokość dopasowano do rozpiętości skrzydeł odrzutowców i wynosiła 15 metrów, a całość łączyła niemal 26-cio kilometrowa sieć tuneli. Struktura obiektu również wyróżnia się od schematu, podobnie jak w kompleksie "Riese".

Praca przy montażu samolotów Me 262 "Schwalbe".

Co ciekawe, "Lachs" nie był nadzorowany ani przez "Industriekontor", ani przez "Rustungsstab", nie dał również szansy SS-WVHA do zarobienia na więźniach. Zamiast tego podjęto próbę zachowania niezależności od SS i w tym celu powołano specjalną spółkę REIMAHG, która wynajmowała cudzoziemskich robotników przymusowych, jeńców wojennych oraz niemieckich pracowników dobrowolnych (zgłaszali się głównie fachowcy), dzięki czemu już w grudniu 1944 roku zakład zatrudniał 13000 osób. Wbrew pozorom warunki pracy nie różniły się jednak wiele od tych, jakie panowały przy wznoszeniu obiektów, które nadzorowało SS. Pośpiech i deficyt siły roboczej sprawiał, że robotników zmuszano do pracy przez nawet 10-12 godzin na dobę, niezależnie od pogody czy nawet dni świątecznych. Wyżywienie również nie dorastało do pięt nawet temu, które zaobserwować możemy w niektórych polskich szpitalach. Pół litra kawy lub lekkiej zupy na śniadanie oraz 375g chleba i 50g kiełbasy lub tłuszczu jako obiad. Racje te były z biegiem czasu zmniejszane. Istniały jednak dwie rzeczy, które odróżniały "plac budowy" w Grosseutersdorf od obozu koncentracyjnego. Dookoła nie było siatki pod napięciem z drutem kolczastym, a pracownicy cudzoziemscy (w przeciwieństwie do więźniów) otrzymywali wynagrodzenie rzędu 17-90 marek miesięcznie, co umożliwiało uzupełnienie głodowych posiłków i generalnie było skrajnie niewielką stawką, jednak wciąż nieopłacalną z punktu widzenia przemysłu.

Poza częścią podziemną wznoszono sporą infrastrukturę na powierzchni. Wybudowano m.in. cztery ogromne bunkry dla samolotów o wymiarach od 13x40m do 15x100m, których ściany wykonano z żelbetu o grubości 3 metrów, drogi prowadzące do wejść, dwa mniejsze bunkry, liczne baraki dla robotników, linię kolejową oraz linię kolei wąskotorowej. Dodatkowo powstało lotnisko na szczycie Walpersbergu, dzięki któremu samoloty Me-262 mogły być oblatywane i mogły odlatywać prosto z fabryki do przydzielonych jednostek. Utworzono nawet specjalną pochylnię z platformą, dzięki której gotowe odrzutowce można było przenieść na wysokość pasa startowego, położonego 100 metrów nad ziemią.

Messerschmit Me 262 "Schwalbe".

Obiektu "Lachs" nigdy nie ukończono. Tak jak wspominałem finalnie osiągnął powierzchnię 86 000 metrów kwadratowych, co stanowiło 57% planowanej wielkości. Surowy stan fabryki nie przeszkodził jednak Niemcom w produkowaniu tam podzespołów. Nie chodziło po prawdzie o myśliwce odrzutowe, a o śmigłowe myśliwce Fw-190, czego wiele śladów odnaleziono już po wojnie. Dopiero pod koniec 1944 roku profil fabryki został zmieniony na docelowy, jednak było już zbyt późno i do kwietnia 1945 roku udało się zmontować ledwie kilkadziesiąt sztuk samolotów Me-262 "Schwalbe", co świadczy o tym, że obiekt "Lachs" był kolejną, długoterminową inwestycją, która nie przyczyniła się do zmiany biegu wydarzeń.

Istnieje również kilka ciekawych wzmianek o warunkach, jakie panowały przy budowie tego obiektu kompleksu. Poniższe cytaty to słowa polskiego robotnika przymusowego, Franciszka Stemlera:

"[...] Jedną z przyczyn małych racji żywnościowych była systematyczna kradzież żywności przez funkcjonariuszy. Z kradzionych artykułów przygotowywano dla niemieckiego personelu obozowego tygodniowe paczki o wadze ok. 15 kg. Kradł również personel kuchenny wszystkich obozów. [...] Wielką udręką pracujących był terror, jaki panował w obozach. Na przykład głodni ludzie powracający z pracy dowiadywali się, że nie otrzymają ciepłej strawy, gdyż zabrakło wody lub nie starczyło zupy. Na reklamacje, ani skargi, nikt nie reagował. Jedyną odpowiedzią było bicie. [...]"

"[...] O bezpieczeństwie i ochronie więźnia podczas pracy nie było w ogóle mowy. [...] Ilustrację panujących pod tym względem warunków stanowić może następujący przykład: w wigilijną noc 1944 roku pewien Belg, zatrudniony przy betonowaniu lotniska, upadł tak nieszczęśliwie, że porwała go w swoje tryby betoniarka. Kiedy ją zatrzymano nogi Belga tkwiły w trybach. Była godzina 23. Zaalarmowany kierownik robót firmy Andorf, niejaki Rehring, nie pozwolił uszkodzić maszyny w celu wydobycia nieszczęśliwego, lecz polecił odciąć mu nogi. Wezwany lekarz przybył dopiero po siedmiu godzinach, lecz bez odpowiednich narzędzi operacyjnych. Ostatecznie dokonano amputacji za pomocą topora ciesielskiego i zwyczajnej piły. Uwolniony w ten sposób Belg zmarł godzinę później. [...]"

"[...] Koncentracja więźniów po lewej stronie rzeki Saala [...] pozostawała w związku z wydanymi rozkazami, aby tuż przed wkroczeniem wojsk alianckich wprowadzić więźniów do sztolni, a następnie sztolnie wraz z ludźmi wysadzić. W ten sposób przeszło 12 000 cudzoziemców znalazłoby śmierć w podziemiach góry Walpersberg. [...] Na szczęście Potzler (major Luftwaffe) oraz Pflomm (szef bezpieczeństwa REIMAHG) orientowali się, że wojna jest dla Niemców przegrana i uchylili się od wykonania zbrodniczego rozkazu. [...]"

 Obecnie ukończoną część "Lachsa" zajmują magazyny Bundeswehry i nie ma do nich dostępu. Jest to zaledwie jeden z wielu obiektów, które nadawały południowej Turyngii ogromne znaczenie w oczach ministra Speera i  Kammlera, niewiele mniejszą co góry Harzu czy Dolny Śląsk. Gdyby ukończono ten kompleks, byłaby to największa, podziemna fabryka lotnicza w III Rzeszy o ogromnym znaczeniu strategicznym.

Źródła:
[1] Igor Witkowski - Podziemne królestwo Hitlera
[2] www.magnum-x.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pomyśl, zanim napiszesz...